Jesienny felieton z pazurem, czyli co naprawdę robi czarny kot, gdy spadają liście 🪶

Jesienny felieton z pazurem, czyli co naprawdę robi czarny kot, gdy spadają liście 🪶

Jesień przyszła jak zawsze: niepostrzeżenie. Jednego dnia słońce odbija się jeszcze w kałużach po letniej burzy, a następnego… poranek pachnie dymem, chłodem i czymś trudnym do opisania, jakby melancholia zaczęła sączyć się z nieba razem z mżawką. To pora roku, która łapie człowieka za serce i nie puszcza. A jeśli nie człowieka, to na pewno kota.

 Czarny kot, jak na ambasadora tajemniczości przystało, odnajduje się w jesieni jak nikt inny. Nie szuka światła — on je obserwuje. Nie goni za liśćmi — on pozwala im tańczyć wokół siebie. Leży godzinami na miękkim kocu, jednym o barwie zgaszonego bordo, i wygląda przez okno. Czy myśli o czymś? Być może. A może po prostu jest, co w dzisiejszych czasach wydaje się prawdziwym luksusem.

 Wbrew pozorom, jesień to dla kota nie tylko sezon na sen. To również czas intensywnej kontemplacji. Gdy ludzie zaczynają sięgać po cynamonowe świece i dyniowe latte, on węszy w powietrzu historie. Takie, które zna tylko on. Może wyczuwa powrót duchów z przeszłości, może słyszy szept przodków, a może po prostu lubi, gdy wszystko zwalnia i można udawać, że świat nie istnieje poza domowym parapetem.

 Niektórzy mówią, że czarny kot przynosi pecha. Ale prawda jest taka, że czarny kot przynosi jesień. Tę prawdziwą — pachnącą mokrymi liśćmi i spokojem. Jest jej symbolem równie wyraźnym, jak czerwony liść klonu czy filiżanka herbaty z imbirem. Kiedy wchodzi do pokoju i przeciąga się leniwie, czujesz, że nie musisz się już spieszyć. Możesz usiąść. Przykryć się kocem. I posłuchać, jak deszcz uderza o szyby.

 Bo jeśli czarny kot uznał, że nadszedł czas na zwolnienie tempa, to znaczy, że to naprawdę dobry moment, by się zatrzymać.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *