Kocie mruczenie, czyli domowy pakiet antystresowy

Kocie mruczenie, czyli domowy pakiet antystresowy

Kocie mruczenie ma podobno uspokajać. Obniżać napięcie, poprawiać nastrój, pomagać się wyciszyć i działać niemal jak mały, futrzasty generator relaksu. I rzeczywiście, trudno zaprzeczyć, że kiedy kot układa się obok człowieka, zwija w rogalik i uruchamia swoje ciche „brrrrrr”, świat przez chwilę wydaje się trochę mniej irytujący.

Problem zaczyna się wtedy, gdy przypomnimy sobie, że kot nie zawsze mruczy w okolicznościach sprzyjających relaksowi. Może na przykład mruczeć o piątej rano, siedząc człowiekowi na klatce piersiowej i patrząc mu prosto w oczy z miną sugerującą, że miska jest pusta od co najmniej trzech minut. Może mruczeć podczas ugniatania brzucha pazurami, co rzeczywiście pozwala oderwać myśli od codziennych problemów, ponieważ wszystkie skupiają się nagle na jednym, bardzo konkretnym problemie.

Mruczenie działa też znakomicie wieczorem. Człowiek układa się wygodnie, bierze książkę, herbatę, koc i wtedy pojawia się kot. Najpierw mruczy delikatnie. Potem kładzie się na książce. Następnie przesuwa się na człowieka. Po chwili człowiek siedzi nieruchomo w niewygodnej pozycji, bo przecież nie będzie przeszkadzał kotu, który tak słodko śpi. Plecy bolą, herbata wystygła, noga zdrętwiała, ale poziom stresu rzeczywiście spada, bo człowiek przestaje mieć jakiekolwiek oczekiwania wobec życia.

Trzeba jednak przyznać, że w kocim mruczeniu naprawdę jest coś wyjątkowego. Ten monotonny, cichy dźwięk potrafi sprawić, że nawet najbardziej zwyczajny wieczór staje się przyjemniejszy. Kot leżący obok daje poczucie spokoju, bezpieczeństwa i domowego ciepła, którego trudno szukać w aplikacjach do medytacji.

Może więc kot rzeczywiście jest świetnym terapeutą. Tyle że pracuje według własnego grafiku, wynagrodzenie pobiera w saszetkach, a sesję może zakończyć bez ostrzeżenia, gdy tylko zauważy muchę na suficie.

Ale kiedy już wróci, położy się obok i znowu zacznie mruczeć, człowiek i tak mu wszystko wybaczy. Bo najwyraźniej najlepszy dźwięk relaksacyjny nie pochodzi z głośnika. Ma cztery łapy, wąsy i właśnie zajął połowę kanapy.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *